
Na łamach GC Nowiny ukazał się wywiad z Piotrem Protasiewiczem, który niedawno przebywał w Rzeszowie. Do stolicy Podkarpacia przyjechał, aby zawrzeć umowę z jednym ze sponsorów, a przy okazji odpowiedział na pytania dziennikarza rzeszowskiej gazety.
- Piotr Protasiewicz w Rzeszowie? Mając ważny kontrakt w Polonii Bydgoszcz, nie przyjechał pan przecież, aby podpisać kontrakt na starty w Marmie Polskie Folie?...
- Przyjechałem, aby porozmawiać z panem Zygmuntem Płodzieniem, szefem firmy Gór-Hut, na temat współpracy w sezonie 2006. Jeżdżą z logiem tej firmy Rafał Dobrucki i Maciej Kuciapa, chciałbym i ja reklamować Gór-Hut w turniejach Grand Prix. Walka o mistrzostwo świata i starty w polskiej lidze, to dla mnie priorytety w tym roku.
- Ubiegły rok był w pańskiej karierze wyjątkowy: Drużynowy Puchar ¦wiata, wicemistrzostwo Polski z Polonią, w ligach polskiej, szwedzkiej i angielskiej zbierał pan sporo punktów, a na koniec w nagrodę stała dzika karta Grand Prix 2006. Tylko pogratulować.
- Rzeczywiście, był to dla mnie bardzo dobry, chyba najlepszy sezon, przede wszystkim na arenie międzynarodowej. W kraju i ligach zagranicznych staram się od kilku dobrych już lat nie schodzić poniżej określonego poziomu. Uważam, że w końcu dojrzałem pod względem sportowym, aby zaprezentować równą formę i pokazać się z jak najlepszej strony na arenie międzynarodowej. Do tej pory moim największym problemem były duże wahnięcia formy. Można jechać dobrze, potem słabiej, ale nie może być tak, że w jednych zawodach kwalifikuje się do finału A, a po dwóch tygodniach po dwóch wyścigach pakuje się do domu. Nie wytrzymywałem tego ciśnienia.
- Jadąc w Polonii Bydgoszcz, szwedzkiej Indianernie Kumla, angielskim Ipswich Witches i Grand Prix, trzeba mieć wszystko zaplanowane, jak w zegarku. Kto panu układa rozkład jazdy i lotów?
- Mam dobrze dobrany i sprawdzony team składający się z dwóch mechaników, którzy opiekują się sprzętem i dowożą go na zawody. Trzeci mechanik obsługuje tylko ligę angielską. Mam osobę w Bydgoszczy, która jest odpowiedzialna za sprawy logistyczne - rezerwację promów, lotów, hoteli itp. Ojciec odpowiada za przygotowanie niektórych silników i patrzy chłodnym okiem z zewnątrz na to wszystko. Mam dwóch tunerów, z którymi współpracuję. Team jest więc dosyć duży, ale każdy ma swoją działkę za którą odpowiada. Ja już nie myślę za swoich mechaników, oni mają dotrzeć na zawody o wyznaczonej porze. Nie interesuje mnie, jaką drogą. Będę miał także sponsorów, bo kwestie finansowe są bardzo ważne, ale ważna jest także inna pomoc.
- Pańskim kolegą w Indianernie był i będzie nadal Maciej Kuciapa z Rzeszowa. Jak się z nim jeździ?
- W Kumli będę jeździł już bodajże siódmy sezon i jak pamiętam, pozyskanie Kuciapy było najbardziej trafionym transferem w tym klubie. Nie jest to cukrowanie Maćkowi, tylko opinia także szefów Indianerny. Maciek przyszedł do zespołu w połowie rundy i od razu zaczął zdobywać ważne punkty, sprawdził się, dlatego promotorzy chcieli się z nim szybko porozumieć odnośnie startów także w sezonie 2006. Myślę, że ubiegły rok, kiedy poznał tory, był dla niego dobrym wstępem do jeszcze lepszej jazdy w tym. W tym roku chcemy walczyć o lepsze miejsce.
- W angielskim Ipswich razem z panem startował Karol Baran, inny rzeszowianin. Nie brakuje opinii, że Anglia mu zaszkodziła?
- Karol bardzo dobrze i obiecująco rozpoczął starty, ale gdzieś w połowie sezonu coś się zacięło. Chyba nie był do końca przygotowany do startów w tamtejszej lidze. Potem zaczął łatać dziury sprzętem angielskim w Polsce i na odwrót, ale nie było to dobre, bo tu i tu jechał słabo, zablokował się psychicznie i nie demonstrował swoich możliwości. Odpuszczając Anglię, powoli dochodził do formy w Polsce i pod koniec sezonu zaczął jechać. Uważam, że gdyby był lepiej przygotowany sprzętowo, to bez uszczerbku dla ligi polskiej, w Anglii dałby sobie spokojnie radę.
- Znany jest już zasadniczy potencjał zespołów ekstraligi przed startem do sezonu 2006. Jak pan ocenia siły?
- Kilka drużyn, przede wszystkim Unia Tarnów i Włókniarz Częstochowa, jest bardzo mocnych, nieobliczalny jest Toruń, również Bydgoszcz na papierze jest w miarę silna, aczkolwiek nie tak silna, jakby nie zniesiono limitów obcokrajowców, bo jesteśmy najbardziej polską drużyną w ekstraklasie. Czarnymi końmi mogą być mające interesujące składy Marma Polskie Folie Rzeszów i Adriana Toruń. Ciekawy zespół jest w Lesznie. Tor jednak zweryfikuje te papierowe kalkulacje. To może być przełomowy rok, bo uważam, że wielu zawodników zagranicznych się wykruszy, spakuje się po nim i zostaną tylko najlepsi.
- Tony Rickardsson zostanie mistrzem świata po raz siódmy?
- Jest głównym faworytem i Ameryki tu nie odkryję, ale nie będzie miał wcale łatwo. Jest kilku chłopaków, którzy z miłą chęcią odebraliby mu tę koronę, że wymienię Jasona Crumpa, Nickiego Pedersena i Leigha Adamsa. Nie wykluczone, że wyskoczy ktoś zza pleców i pomiesza szyki faworytom. Obym to był ja. Oczywiście, nie do końcowego zwycięstwa, ale do pokazania się w eliminacjach i napsucia krwi najlepszym. Nie po to startuję, aby być outsiderem, ale aby z nimi walczyć.
- Dlaczego w gronie faworytów nie wymienił pan Tomasza Golloba?
- Jest najlepszy z Polaków, ale ostatnio dystans dzielący go od ścisłej czołówki Grand Prix jakby trochę nieco się zwiększył. Ostatnio łapie się nie w pierwszej, tylko w drugiej piątce. Zawsze mu kibicowałem na arenie międzynarodowej i życzę mu jak najlepiej. Jeżeli ktoś ma wygrywać, to niech wygrywa Polak, Gollob, Jarek Hampel lub ja.
Autor: Marek Bluj