
Nowy Rok i co? ¦mieci w centrach wielkich miast, zużyte petardy, powybijane szyby. Ludzie chcą się wybawić i zaszaleć. Nazywają to zapomnieniem o problemach. Czasem również zapominają o swoim świecie i bliskich osobach. Zapomną na jeden wieczór. A co potem.... ból głowy, pokój który nagle zaczyna wirować, poczucie winy i wstyd oraz konsekwencje. Czy wszystko to kwestia nazwy... . Coś w tym chyba jest. Życie jest sztuką iluzji.
W ostatnim tekście napisałem, że od pierwszego stycznia będę złośliwych, bo po świętach miało mi przejść. Jednak nie będę złośliwy. Od dziś będę po prostu mówił co czuje i będę szczery. Efekt jest identyczny, ale sama nazwa ładniej brzmi. Tak samo jest z Nowym Rokiem. Chcemy podsumowań, chcemy coś zmieniać, rozliczać się z przeszłością... co z tego? Pozostają te same problemy, a mentalność ludzka też się nie zmienia. Nowy Rok jest nowym tylko z nazwy.
W naszej lidze pojawia się ostatnio specyficzna grupa zawodników. Możemy nazwać ich młodymi, perspektywicznymi obcokrajowcami. Możemy nazwać zawodnikami anonimowymi lub o mało mówiących nazwiskach dla przeciętnych kibiców. Jednak ja mam wrażenie, że co poniektórzy prezesi kupują takich zawodników, że można by ich nabyć w ,,Biedronce’’. Wydaje mi się, że cześć z nich stanęła kilka lat temu przed wyborem: Przyspieszony Kurs Zbierania Czereśni albo licencja żużlowa i wybrali to drugie. Nasi prezesi zatrudnią ich nie do pracy na działce tylko do jazdy na torze. Dojdzie do tego, że gdy na 5 biegów takiego zawodnika (bo przecież nie żużlowca) będziemy mieli w programie: wykluczenie za przekroczenie limitu 2 minut, wjechanie w taśmę, defekt, upadek, a może jakiemuś uda się pomylić stadiony. Wtedy się okażę, że najlepszym wyjściem w weekend będzie udanie się na grzyby zamiast na stadion żużlowy. Ktoś mi może zarzucić, że nie mam o czym pisać i pastwie się nad młodymi zawodnikami. Mogę nie pisać tylko niech mi ktoś załatwi dobrą pracę np. w jakiejś stoczni przy projektowaniu statków. I wszystko będzie ok. Jednak lepiej by było dla was, żebyście nigdy nie popłynęli statkiem, który zaprojektuję. Będzie to ten z tych statków, które częściej wypływają niż w pływają do portu. Więc jakby to powiedzieć zostanę przy tym, no, dziennikarstwie. To co jak nazwiemy tych zawodników?
Rune Holta w Rzeszowie. Mało wyobrażalne...a jednak. Moi koledzy po piórze z portalu którego nazwę w wolnym tłumaczeniu możemy przetłumaczyć jako ,,koniec żużla’’ też nie mogli uwierzyć. Jak widzę zdjęcia z konferencji podpisania tej historycznej umowy to znów mam wrażenie, że wszystko to kwestia nazwy. ,,Po siedmiu latach spędzonych w Częstochowie doszedłem do wniosku, że jest to odpowiedni moment, aby zmienić otoczenie’’. Chciałbym w to wierzyć. Sam wiem jak to jest, gdy atmosfera otoczenia wbija Cię w ziemie, czujesz się mało swobodnie, relacje między osobami z tego otoczenia wręcz Cię onieśmielają. Czujesz się zbędny jak piąte koło u wozu. Uwierzcie mi. Wiem coś o tym... Jednak z Holtą tak nie było, bynajmniej tak mi się wydaje. Przez kibiców był uwielbiany, traktowany jak bóg. Częstochowa jest klubem wypłacalnym jednak widocznie nie dość wystarczająco wypłacalnym. Rzeszów w nokautującym stylu przebił ofertę Włókniarza. Holta jak Crump. Nie liczą się uczucia tych co zostali... w miejscach opuszczonych... Kibice, działacze, dobra atmosfera....to wszystko przestaje mieć znaczenie. A czemu ma mieć znaczenie? Co znaczy oddanie dla tych osób, które tyle zrobiły dla nas tyle. Bawienie się uczuciami tysięcy (kibiców)... Ile to znaczy? Nie odpowiadajcie przecież widzę, że nic. Liczą się tylko cyferki... ,,Narodowa cecha’’ wszystkich ludzi na świecie: BRAK WDZIÊCZNO¦CI. Gdy pisałem o Crumpie użyłem zwrotu z książki ,,Ojciec chrzestny’’: ,,To tylko interesy, nie sprawa osobista’’. Nazwijmy to jak chcemy zmiana otoczenia czy pęd na kasę. Przecież wszystko to kwestia nazwy.
Smaczku sprawie dodaje, że w Rzeszowie będzie jeździł Nicky Pedersen. Nie jest tajemnicą, że Holta i Pedersen nie przepadają ze sobą. Dla mnie to oczywiste jeden wariat na torze (Holta) nigdy nie polubi większego (Pedersen). Wiadomo: konkurencja. ,,Z Nickim byłem nawet razem na wakacjach. To świetny typ na przyjaciela, jednak na torze czasem traci kontrolę nad sobą.’’ Nie zgodzę się. Można jechać z Nickim w biegu opatrzonym tym samym numerem i może być on przyjacielem. Jest jeden warunek: on musi startować np. w Anglii, a ten drugi zawodnik np. we Włoszech. Z takiej odległości każdy może być przyjacielem. Wszystko to kwestia nazwy.
W styczniu 2003 roku Robert Dados podjął się próby samobójczej. Krzyk rozpaczy chorego człowieka. Podcina sobie żyły. Gdyby nie przybycie mechanika.... byłoby po wszystkim. Pewien branżowy tygodnik zajmujący się żużlem (którego z nazwy nie wspomnę) napisał wtedy o odniesionej ranie ręki Robert Dadosa podczas przygotowania posiłku. Bez komentarza. Przecież to kwestia nazwy.
Takie stało się życie. Takie stało się życie... Sylwester w domu czy spędzony z gronie rodzinnym. Znaczy to samo, ale to drugie ładniej brzmi. Co nie znaczy że nie był udany. Cóż można zrobić. Prawda stała się złożonym zjawiskiem, a nie taka jaka powinna być. Jedna jedyna prawdziwa. Można chcieć być dla wszystkich ludzi jak chleb, ale nie zauważymy nawet kiedy ten chleb stanie się posiłkiem dla wybranych. Chciałbym się mylić, ale wniosek jest jeden: ,,Życie sztuką jest iluzji. ’’